Jaki zawód wybrać?

„Pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to chuj” głosiło hasło w jednej z polskim komedii. Bo choć powszechnie wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają to czymś trzeba za chleb płacić. A niestety banknoty i monety same do kieszeni nie wpadają. By je mieć trzeba iść do pracy. Każdego to czeka, mnie też. Dlatego od dawna zastanawiam się jaka praca byłaby najlepsza. No właśnie, jaka? Podobno żadna praca nie hańbi, ale czy na pewno?
Kiedyś bardzo, bardzo dawko temu chciałam być modelką . Zrezygnowałam z tego jak dowiedziałam się, jakie wymiary musiałabym osiągnąć. A poza tym nawet jakbym wyglądała już jak chodzący szkielet to i tak nie każda wysoka i chuda dziewczyna na modelkę się nadaję, nie chcąc ryzykować własnym zdrowiem by usłyszeć „przykro nam nie nadaje się pani” postanowiłam zastanowić się nad innym zawodem. Swoją drogą usłyszałam kiedyś uwagę, że modelki są podobne do prostytutek, gdyż obie grupy zarabiają ciałem. Bardzo współczuje osobie, która nie widzi między jednym a drugim gigantycznej różnicy. Może czas iść do okulisty?
Potem chciałam zostać nauczycielem . Wizja dwóch miesięcy wakacji i wolnych wszystkich weekendów była bardzo kusząca. Jednak dostrzegłam dwa znaczące minusy. Pierwszy- małe zarobki, bardzo małe zarobki. Drugi- upierdliwe dzieciaki, które są niczym święte krowy, bo nie można takiemu przyłożyć linijką bo to już przemoc. Ponieważ postanowiłam być w przyszłości bogata i „zdrowa” psychicznie i z tego zawodu musiałam zrezygnować.
Później w trakcie obserwowania ludzi na czatach, gdzie nagabywało mnie kilku „miłych” panów o wdzięcznym nicku „sponsor i coś tam dalej”, którzy proponowali mi bym została ich utrzymanką . Oczywiście obiecując w zamian złote góry i wycieczkę do Disneylandu. Gigantyczne upodlenie jakiemu poddaje się kobieta uprawiająca seks za pieniądze wywołuje u mnie ciarki na plecach i mdłości. Ponieważ sama myśl o takim sposobie na życie napawa mnie wewnętrznym obrzydzeniem i uaktywnia się moje wewnętrzne ble i fuj, szybko żegnałam się z panami.
O wiele później odkryłam ludzi wykonujących zawód odprowadzacza wózków pod supermarketem. Robota całkiem ciekawa, ale niestety była dość duża konkurencja w postaci żuli zbierających na piwo i okolicznych dzieciaków zbierających na gumę do żucia. Wspaniale wyglądały wyścigi, w których dzieciaki ścigały się z pijaczynami o to, kto pierwszy dobiegnie do człowieka wychodzącego z wózkiem ze sklepu. Pytanie ludzi z przymilnym uśmiechem „czy mogę odprowadzić wózek” kojarzy mi się z żebraniną, której nie trawię. Zbyt upokarzające jest proszenie się ludzi o tą złotówkę z wózka, dlatego zawodu poszłam szukać dalej.
W czasie gdy byłam zafascynowana serialem „chirurdzy” bardzo chciałam zostać . Niestety dość szybko odkryłam, że patrzenie na ludzkie wnętrzności nie jest tym co chce w życiu robić, mimo wysokich łapówek, które mogłabym w dalekiej przyszłości dostawać.
Między czasie chciałam być pisarką ostatecznie w szufladzie biurka mam wiele niedokończonych dzieł, które nawet podobały się osobą, które miały szansę je zobaczyć. Jednakże do pisania potrzebna jest wytrwałość i czas. Ja nie mam ani jednego ani drugiego.
Moim ostatnim zawodowym pomysłem było zostanie inżynierem budowlanym . Zarabia się całkiem sporo, szybko dorobiłabym się upragnionego mercedesa. Ale znów pojawiły się jakieś „ale”. Głównie przeraża mnie wizja dwu lub trzyletniej praktyki na budowie wśród stada facetów. Przeraża mnie także widmo zdobywania uprawnień państwowych, które dopada każdego kto chce naprawdę dużo w tym fachu zarabiać.
Z koleżanką w latach młodości wymyśliłyśmy jeszcze jeden ciekawy zawód. Mianowicie bycie żoną bogatego mężczyzny . Najlepiej tak bogatego by jego żona nie musiała pracować inaczej niż chodząc na zakupy i jeżdżąc co tydzień na wakacje. Moja koleżanka z lat młodości uparcie dąży do zrealizowania tego pomysłu, ja i z niego zrezygnowałam. Nie wyobrażam sobie bycia zależną od kogoś i byciu na czyimś utrzymaniu. Siedzenie w domu i gnicie mnie nie bawi.
Na szczęście mam jeszcze wiele innych zawodów do wyboru. Mogę zostać policjantką, strażakiem, kucharką, artystką, aktorką, ogrodniczką, księgową, hydraulikiem, masażystką, tancerką lub choćby nawet śmieciarzem. Bo w każdym zawodzie chodzi o to by zarobić na życie. Żadna praca tak naprawdę nie hańbi, bo różne okoliczności losu zmuszają ludzi do podejmowania różnych, czasami niezrozumiałych dla innych decyzji, a jak mawiał Cyceron Pecunia non olet


Cyniczna Pani

14.11.2008 :: 16:33, Link, Komentuj (16)

O mnie

Złośliwa, ale tylko troszeczkę. Osoba ciesząca się wszystkimi przywilejami pełnoletności.
Uzależniona od:czerwonej herbaty, galaretki, bananów, marudzenia, lodów bananowych, swojej gitary i swojego psa.
Zbyt bliskie i częste kontakty grożą urazami psychicznymi... fizycznymi czasami też.
Uwaga: Na komentarze odpisuje tylko i wyłącznie na swoim blogu.
Wszelkie prośby, skargi, zażalenia, sugestie, propozycje proszę kierować na adres: mademoiselle-b@o2.pl

Kategorie

Pod lupą(18) Ona i On(10) Czaty(10) Pierdolnik(12)

Archiwum

2009: lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008: grudzień listopad październik wrzesień sierpień

Link

Czatownicy blog roku Parpar p-apier Mendel Balduran Tak to wygląda Lanvin

Clicky Web Analytics
statystyka