<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:syn="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><channel><title>mademoiselle-butterfly.ownlog.com</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com</link><description>mademoiselle-butterfly.ownlog.com</description><item><title>Potwór z szafy</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/potwor-z-szafy,1691572,link.html</link><description><![CDATA[Pamiętacie potwory z szafy, duchy mieszkające na strychu i zombie przesiadujące w piwnicy? Jako dzieci baliśmy się zjaw, upiorów, widm, policjantów, księży (przynajmniej ja). Z czasem odkryliśmy, że potwór z szafy nie istnieje, a pod łóżkiem nie znajdziemy nic prócz kurzu. Przestajemy obawiać się zejścia do piwnicy i nie ogarnia nas paniczny strach na samą myśl o wejściu na strych.
Jednak to, że przestajemy bać się potworów nie oznacza, że zapominamy, co to strach. Zmieniają się jedynie rzeczy, których się boimy. Gdy idziemy do szkoły miejsce potwora zajmuje wymagający, straszny, głośno krzyczący nauczyciel lub dużo większy i silniejszy kolega, który bez trudu zabiera nam codziennie drugie śniadanie lub odbiera nam z trudem wyproszoną od rodziców złotówkę. Ewentualnie możemy bać się jeszcze woźnej, która nas gania w każdy poniedziałek z miotłą po całej szkole za to, że nie zmieniliśmy obuwia.
Dorastamy. Zmieniamy szkołę, klasę, znajomych. Bardziej od nauczycieli obawiamy się ego czy zostaniemy zaakceptowani w nowej grupie. Czy będziemy mieli się do kogo odezwać, czy też wszystkie przerwy przesiedzimy samotnie. Albo co gorsza czy nowi znajomi nie postanowią sobie zrobić z nas kozła ofiarnego i będą nas potem dręczyć przy każdej okazji. 
Znów stajemy się starsi. Do wszystkich naszych obaw dochodzą kolejne. Na przykład strach przed rozczarowaniem bliskich. Boimy się, że nie podołamy wyznaczonym zadaniom że wszystkich rozczarujemy, zawiedziemy pokładane w nas nadzieje. 
Pierwsze miłości, pierwsze związki. Niektórym ciężko jest zaufać, inni mają problem z otworzeniem się przed drugą osobą. To strach, przed nieznanym. A także przed tym, że zostaniemy zranieni, odtrąceni. Albo, że okaże się, że ta druga osoba nie jest taka za jaką ją braliśmy, lub, że ty my nie jesteśmy tacy jacy być powinniśmy. Ostatecznie boimy się też zdrady, porzucenia. Związki dostarczają mnóstwa powodów do obaw.
Niektórzy boją się, że inni odkryją ich słabości. Że nie będą mogli dłużej grać silnych, nieustraszonych bohaterów, którzy zawsze wiedzą, czego chcą. Boją się, że inni zobaczą jacy są naprawdę. Że też mają problemy i są zwykłymi ludźmi.
Nasze obawy i to czy się one spełniały mają wpływ na całe nasze życie. Osoba prześladowana w szkole prawdopodobnie będzie miała trudności z nawiązywaniem kontaktów. Osoba, która była często odtrącana, wyśmiewana i nieakceptowana w końcu sama zacznie się izolować, tworząc grubą szybę między sobą a innymi i nikogo nie będzie chciała za nią wpuszczać. Osoby wielokrotnie zdradzane mają problem z zaufaniem kolejnej osobie. Czasami nasze potwory wyrabiają w nas określone zachowania.
Są tacy, co powiedzą, że niczego się nie boją i nigdy nie bali. Niech się dobrze zastanowią czy na pewno to jest prawdą. Bo jeśli tak... To, czemu nie mogą zasnąć gdy jakaś szafka bądź szuflada jest niedomknięta?

<b><i>Cyniczna Pani </i></b>]]></description><pubDate>Tue, 18 Nov 2008 16:04:14 +0100</pubDate><guid>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/potwor-z-szafy,1691572,link.html</guid></item><item><title>Jaki zawód wybrać?</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/jaki-zawod-wybrac,1688558,link.html</link><description><![CDATA[&#8222;Pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to chuj&#8221; głosiło hasło w jednej z polskim komedii. Bo choć powszechnie wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają to czymś trzeba za chleb płacić. A niestety banknoty i monety same do kieszeni nie wpadają. By je mieć trzeba iść do pracy. Każdego to czeka, mnie też. Dlatego od dawna zastanawiam się jaka praca byłaby najlepsza. No właśnie, jaka? Podobno żadna praca nie hańbi, ale czy na pewno? 
Kiedyś bardzo, bardzo dawko temu chciałam być <b> modelką </b>. Zrezygnowałam z tego jak dowiedziałam się, jakie wymiary musiałabym osiągnąć. A poza tym nawet jakbym wyglądała już jak chodzący szkielet to i tak nie każda wysoka i chuda dziewczyna na modelkę się nadaję, nie chcąc ryzykować własnym zdrowiem by usłyszeć &#8222;przykro nam nie nadaje się pani&#8221; postanowiłam zastanowić się nad innym zawodem. Swoją drogą usłyszałam kiedyś uwagę, że modelki są podobne do prostytutek, gdyż obie grupy zarabiają ciałem. Bardzo współczuje osobie, która nie widzi między jednym a drugim gigantycznej różnicy. Może czas iść do okulisty?
Potem chciałam zostać <b> nauczycielem </b>. Wizja dwóch miesięcy wakacji i wolnych wszystkich weekendów była bardzo kusząca. Jednak dostrzegłam dwa znaczące minusy. Pierwszy- małe zarobki, bardzo małe zarobki. Drugi- upierdliwe dzieciaki, które są niczym święte krowy, bo nie można takiemu przyłożyć linijką bo to już przemoc. Ponieważ postanowiłam być w przyszłości bogata i &#8222;zdrowa&#8221; psychicznie i z tego zawodu musiałam zrezygnować.
Później w trakcie obserwowania ludzi na czatach, gdzie nagabywało mnie kilku &#8222;miłych&#8221; panów o wdzięcznym nicku &#8222;sponsor i coś tam dalej&#8221;, którzy proponowali mi bym została ich <b> utrzymanką </b> . Oczywiście obiecując w zamian złote góry i wycieczkę do Disneylandu. Gigantyczne upodlenie jakiemu poddaje się kobieta uprawiająca seks za pieniądze wywołuje u mnie ciarki na plecach i mdłości.  Ponieważ sama myśl o takim sposobie na życie napawa mnie wewnętrznym obrzydzeniem i uaktywnia się moje wewnętrzne ble i fuj, szybko żegnałam się z panami.
O wiele później odkryłam ludzi wykonujących zawód <b> odprowadzacza wózków pod supermarketem</b>. Robota całkiem ciekawa, ale niestety była dość duża konkurencja w postaci żuli zbierających na piwo i okolicznych dzieciaków zbierających na gumę do żucia. Wspaniale wyglądały wyścigi, w których dzieciaki ścigały się z pijaczynami o to, kto pierwszy dobiegnie do człowieka wychodzącego z wózkiem ze sklepu. Pytanie ludzi z przymilnym uśmiechem &#8222;czy mogę odprowadzić wózek&#8221; kojarzy mi się z żebraniną, której nie trawię. Zbyt upokarzające jest proszenie się ludzi o tą złotówkę z wózka, dlatego zawodu poszłam szukać dalej.
W czasie gdy byłam zafascynowana serialem &#8222;chirurdzy&#8221; bardzo chciałam zostać <lekarzem</b>. Niestety dość szybko odkryłam, że patrzenie na ludzkie wnętrzności nie jest tym co chce w życiu robić, mimo wysokich łapówek, które mogłabym w dalekiej przyszłości dostawać.
Między czasie chciałam być <b> pisarką </b> ostatecznie w szufladzie biurka mam wiele niedokończonych dzieł, które nawet podobały się osobą, które miały szansę je zobaczyć. Jednakże do pisania potrzebna jest wytrwałość i czas. Ja nie mam ani jednego ani drugiego.
Moim ostatnim zawodowym pomysłem było zostanie <b> inżynierem budowlanym </b>. Zarabia się całkiem sporo, szybko dorobiłabym się upragnionego mercedesa. Ale znów pojawiły się jakieś &#8222;ale&#8221;. Głównie przeraża mnie wizja dwu lub trzyletniej praktyki na budowie wśród stada facetów. Przeraża mnie także widmo zdobywania uprawnień państwowych, które dopada każdego kto chce naprawdę dużo w tym fachu zarabiać.
Z koleżanką w latach młodości wymyśliłyśmy jeszcze jeden ciekawy zawód. Mianowicie bycie <b> żoną bogatego mężczyzny </b>. Najlepiej tak bogatego by jego żona nie musiała pracować inaczej niż chodząc na zakupy i jeżdżąc co tydzień na wakacje. Moja koleżanka z lat młodości uparcie dąży do zrealizowania tego pomysłu, ja i z niego zrezygnowałam. Nie wyobrażam sobie bycia zależną od kogoś i byciu na czyimś utrzymaniu. Siedzenie w domu i gnicie mnie nie bawi.
Na szczęście mam jeszcze wiele innych zawodów do wyboru. Mogę zostać policjantką, strażakiem, kucharką, artystką, aktorką, ogrodniczką, księgową, hydraulikiem, masażystką, tancerką lub choćby nawet śmieciarzem. Bo w każdym zawodzie chodzi o to by zarobić na życie. Żadna praca tak naprawdę nie hańbi, bo różne okoliczności losu zmuszają ludzi do podejmowania różnych, czasami niezrozumiałych dla innych decyzji, a jak mawiał Cyceron <i>Pecunia non olet</i>


<i><b>Cyniczna Pani</b></i>]]></description><pubDate>Fri, 14 Nov 2008 16:33:19 +0100</pubDate><guid>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/jaki-zawod-wybrac,1688558,link.html</guid></item><item><title>Pro-ana</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/pro-ana,1684663,link.html</link><description><![CDATA[<i>Jest poniedziałek, a że nie wygrałam czterdziestu milionów to wypadałoby coś jednak zrobić i coś napisać. Obijać się mogą tylko bogacze.</i>

Nazywają siebie szklanymi lub porcelanowymi motylami. Kto to taki? Osoby, które wybrały pro-ane. Jest to ideologia promująca anoreksję, która przestaje być postrzegana jako choroba, ale jako nowy sposób na odchudzanie i dążenie do ideału. Osobiście uważam, że te wszystkie osoby mają nasrane w głowach. Nie chce by ktoś pomyślał, że mam zły dzień i się czepiam bezpodstawnie biednych dziewczynek. Po prostu po przeczytaniu kilku pro-ana blogów i spacerze po forach internetowych założonych przez wyznawczynie anoreksji, do innych wniosków dojść nie można.

&#8222;Chcesz skrytykować? Nie wchodź! mam tego dosyć!&#8221; &#8211; ten tekst pojawia się na połowie blogów promujących anoreksje. Za każdym razem jak to widziałam, wchodziłam i zostawiałam wyjątkowo zgryźliwy komentarz. Panuje coś takiego jak wolność słowa, więc każdy ma prawo krytykować, co mu się żywnie podoba i nikt nie ma prawa zabronić takiej osobie wyrażania własnych poglądów. Jeśli zaś dziewuszki mają dość krytyki to, czemu nie zwiną manatków, nie zamkną bloga i nie kultywują swojej chorej anorektycznej religii w zaciszu własnych domów? 

"to, co mnie żywi, niszczy mnie"- kolejna mądrość szklanych motylków, autorstwa Christophera Marlowe. Nie ma to jak uważanie pokarmu za swojego największego wroga. Skoro jedzenie niszczy to może wszyscy wypowiedzmy dżihad ogórkowi i marchewce?

&#8222;pro-ana- dążeniem do doskonałości i thinspirations&#8221;- większość wyznawczyń pro-any ma cholernie niską samoocenę, szkoda tylko, że jest ona wywołana wyglądem a nie świadomością własnej głupoty. Większość tych dziewczyn uważa że chudsza znaczy lepsza, bardziej pociągająca. Łudzą się, że jak już będą wyglądać jak szkielety to męska część świata padnie im do stóp. Dlatego za swoje ideały przyjmują najbardziej wychudzone modelki i aktorki. Wieszają ich zdjęcia na ścianach i liczą dni, aż zaczną wyglądać jak ich idolki a każdy facet będzie ich pragnął. Problem w tym, że nie widziałam jeszcze mężczyzny ganiającego za anorektyczką. Facet to nie pies, samymi kośćmi się nie zadowoli. Wystarczy popatrzeć na te wszystkie kalendarze i magazyny dla panów. Kobiety na nich mają bardziej zaokrąglone (typowo kobiece) kształty, to właśnie one są zbliżone do męskich ideałów. 

&#8222;schudnij, albo umrzyj chudnąc&#8221;- chudość ponad wszystko. Ciche hasło przekazywane sobie nawzajem, mające dodatkowo motywować do utraty wagi. I choć niektóre strony poświęcone pro-anie mają małym druczkiem napisane, że wcale nie promują anoreksji i uprzedzają o szkodliwych (wręcz śmiertelnych) skutkach tej choroby, to jednak tłustym wielkim drukiem wymieniają wszystkie jej rzekome zalety. I to nie jest promowanie?
Swoją drogą pozwalam sobie na wklejenie listy zalet, którą znalazłam na forum, lista było przygotowana i przeznaczona  do wklejenia na blogi, więc zakładam, że się na mnie nie pogniewają. W nawiasach znajdują się moje stosowne komentarze.

1.By dumnie i prosto kroczyć ulicami i śmiać się innym prosto w twarz ( i patrzeć jak patrzą na nas z politowaniem kiedy lekki wiatr rzuca nami na prawo i lewo)
2.By stanąć przed lustrem nago i powiedzieć z uśmiechem na twarzy "chude jest boskie" (boskie i zyskowne, można się zgłosić do discavery jak będą kręcić materiał o mumiach)
3.Nie wstydzisz się pokazać w kostiumie kąpielowym (szkoda tylko, że jedyny pasujący to dziecięcy w różowe słoniki, a wszystkim mężczyzną na plaży zbiera się na wymioty na nasz widok)
4.Każdy prawi ci komplementy jak świetnie wyglądasz (i dyskretnie wciśnie numer do psychiatry, albo zorganizuje zbiórkę pieniędzy na dożywianie)
5.Możesz ubrać to, co chcesz i nie wyglądasz grubo, wszystkie ciuchy świetnie leżą (zwłaszcza jak smętnie wiszą w okolicach w których powinien być biust i tyłek)
6.Czujesz, że panujesz nad jedzeniem, nad sobą, nad swoim ciałem, że masz siłę (taaak, okłamywać każdy siebie może, problem w tym, że już dawno straciłaś nad tym panowanie)

Dwa lata temu gdy pisałam pierwszą prace na temat anoreksji takich blogów było stosunkowo niewiele, a wśród ich czytelników było więcej przeciwników niż zwolenników. Teraz jest inaczej. Namnożyło się cholerstwa jak grzybów po deszczu a w komentarzach czytelniczki dopingują autorki w dalszym zabijaniu się. Bo tak na to niestety powinno się patrzeć, jak na samobójstwo rozłożone na raty. I bez względu na to co wypisują drobnym druczkiem na tych wszystkich bzdurnych stronach to jednak promują anoreksje i namawiają do niej, na tyle skutecznie, że słabsze jednostki, które ku swojej zgubie na taką stronę zajrzą- zaczną kultywować pro-ane i staną się kolejnymi umierającymi powoli osobami.
A więc jeśli nakłanianie do samobójstwa jest karalne, a pro-ana najczęściej prowadzi do grobu, to może należałoby zakazać tworzenia tego typu stron a wszystkie istniejące skasować i wykorzenić cholerstwo zanim kolejne słabe jednostki zaczną robić sobie krzywdę?

<b><i>Cyniczna Pani </i></b>

]]></description><pubDate>Mon, 10 Nov 2008 01:30:31 +0100</pubDate><guid>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/pro-ana,1684663,link.html</guid></item><item><title>Ludzie oszaleli.</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/ludzie-oszaleli,1682055,link.html</link><description><![CDATA[Wchodzę dziś do sklepu a tam kolejka jak za czasów PRL-u, kiedy to w sklepach nie brakowało tylko octu i wódki. Jednak ci ludzie nie stali za kiełbasą, cukrem czy papierem toaletowym. Wyczekiwali z godną podziwu cierpliwością, aż będą mogli wysłać dużego lotka. A wszystko przez rekordowo wysoką kumulacje. 

Część z was prychnie pod nosem i powie &#8222;naiwniacy- liczą, że coś wygrają&#8221;. Długo będą się śmiać z złudzeń stojących w kolejce ludzi, a potem powstanie masa dowcipów o tym przypadku. Nie dziwie się. Szanse na trafienie szóstki są naprawdę małe. 

Jednak, kto z was nie chciałby wygrać czterdziestu milionów? Nie znam człowieka, który powiedziałby, że nie chce tych pieniędzy, a nawet, jeśli ktoś tak powie, to znaczy, że kłamie. Wystarczy pomyśleć o tych wszystkich rzeczach, o których się marzyło, a które ze względów finansowych były dla nas niedostępne. 
O tych wszystkich podróżach, które moglibyśmy odbyć.
O tych wszystkich książkach, które moglibyśmy kupić i przeczytać.
O tych, z którymi moglibyśmy podzielić się wygraną. (tak, podzieliłabym się wygraną &#8211; z własną babcią)
 Posiadanie takiej kwoty na koncie daje niemal nieograniczone możliwości. Pozwala zapisać się na sto dwadzieścia kursów, które chcieliśmy odbyć a nie było nas stać. Ktoś zawsze chciał nauczyć się mówić po rosyjsku, włosku i chińsku? Proszę bardzo teraz może, bo czym zapłacić za lekcje.
Komuś marzyło się zakupowe szaleństwo (zapewne większości kobiet). Teraz może wejść do sklepu i zafundować sobie zakupy życia ze stylistą. 
Ktoś chciał jechać do Afryki ratować mrówki. Teraz będzie mógł to zrobić.

Dlatego właśnie widząc owych ludzi w sklepie prychnęłam pod nosem &#8222;naiwni&#8221;, po czym grzecznie ustawiłam się w kolejce. Teraz w mojej portmonetce spoczywa los za cztery złote, który być może okaże się wart czterdzieści milionów. 

<i><b>Cyniczna Pani </b></i>]]></description><pubDate>Thu, 06 Nov 2008 16:31:27 +0100</pubDate><guid>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/ludzie-oszaleli,1682055,link.html</guid></item><item><title>Fajny słodki napalony.</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/fajny-slodki-napalony,1679693,link.html</link><description><![CDATA[<i>I jeden smutny, czyli czterech panów z czatu.</i>

mateusz9117smutn: hej
<b>mademoiselle-butterfly</b>: hej
mateusz9117smutn: jak masz na imie
<b>mademoiselle-butterfly</b>: Karolina
mateusz9117smutn: miło mi mateusz
mateusz9117smutn: masz foto
mateusz9117smutn: ?
<b>mademoiselle-butterfly</b>: nie mam
mateusz9117smutn: a na kompie?
mateusz9117smutn: nie masz zadnej
<b>mademoiselle-butterfly</b>: nie
mateusz9117smutn: szkjoda
mateusz9117smutn: a czego szukasz na czacie
mateusz9117smutn: ?
<b>mademoiselle-butterfly</b>: na pewno nie ciebie
~mateusz9117smutn wylogował się

Fajny-Brunecik:): powiedz m i
Fajny-Brunecik:): kogo tu szukasz
<b>mademoiselle-butterfly</b>: księcia z bajki
Fajny-Brunecik:): (pokazuje fotke)to ja
<b>mademoiselle-butterfly</b>: aha
Fajny-Brunecik:): jak wrazenia?
<b>mademoiselle-butterfly</b> :cóż... Bliżej ci do shreka

Słodki"D21foto: cze
<b>mademoiselle-butterfly</b>: siemka
Słodki"D21foto: masz foot?
<b>mademoiselle-butterfly</b>: foot nie
Słodki"D21foto: <icon_razz>
Słodki"D21foto: afajna i namietna jestes?
<b>mademoiselle-butterfly</b>: pewnie
Słodki"D21foto: opisz sie..
<b>mademoiselle-butterfly</b>: wysoka wychudzona, bez włosów i zębów
~Słodki"D21foto zamknął okno priva 


naplony_na_..d: czesc
<b>mademoiselle-butterfly</b>: siemka
naplony_na_..d: masz ochote na sex z 19 latkiem
<b>mademoiselle-butterfly</b>: a ty na 3 lata więzenia w zawieszeniu za seks z nieletnią?
~naplony_na_..d zamknął okno priva 

<b><i> Cyniczna Pani </b></i>
]]></description><pubDate>Mon, 03 Nov 2008 19:39:26 +0100</pubDate><guid>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/fajny-slodki-napalony,1679693,link.html</guid></item><item><title>Wszystkich świętych.</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/wszystkich-swietych,1677805,link.html</link><description><![CDATA[Nigdy nie lubiłam tego typu świąt, człowiek wpada w depresje i wiążą się one ze spotkaniami z rodziną, przez co są doskonałym pretekstem do awantur pod tytułem &#8222; Jak ty wyglądasz&#8221;
Wszystko zaczyna się z samego rana. Trzeba kwiaty pozawozić znicze pozapalać. Nie można tego było zrobić dzień wcześniej, bo hieny cmentarne by ukradły i sprzedały następnego dnia. A to oznacza, że rano zamiast spokojnie spać stoimy w korku i przeklinamy pod nosem.
Po przystrojeniu grobów wracamy do domu. Odpoczywamy. Po czym znów wybieramy się na cmentarz podziwiać nasze poranne dzieło. I tu zaczyna się owa awantura, o której wspominałam wcześniej. Gdy spytamy, w co mamy się ubrać by własna rodzicielka nie wstydziła się z nami chodzić, usłyszymy, &#8222;w co chcesz&#8221;. Gdy już odziejemy się tak jak chcemy rodzicielka powie &#8222;Jak ty wyglądasz&#8221;. I zaczyna się domowa trzydziesta siódma wojna światowa, a wszystko przez jedną część garderoby.
Nie lubię święta zmarłych także z innego powodu &#8211; depresja. Dopada mnie zawsze ilekroć spędzam cały dzień na cmentarzu. I choć te wszystkie palące się znicze wyglądają o zmroku niesamowicie, to i tak nie mogę się nigdy otrząsnąć z pewnego letargu i nachodzących myśli.
O panujących korkach wspominać nie będę, bo nie znam wystarczającej ilości epitetów by to opisać.

Dlaczego wszyscy się uparliby odwiedzać w swoich zmarłych w jeden konkretny dzień w roku? Jedna dziesiąta osób tłoczących się na cmentarzach pierwszego listopada przez resztę dni w roku nie pamięta, że istnieje coś takiego jak grób bliskiej osoby. I prawdopodobnie gdyby dzień dzisiejszy nie był zaznaczony na czerwono w kalendarzu, a pojawienie się na cmentarzu nie było &#8222;obowiązkiem towarzyskim&#8221;- bo tak wypada, to i dzisiaj nie zjawiliby się w dzielnicy umarłych. 

Żałosne to wszystko. To podglądanie na czyim grobie jest większa wiązanka, pojawianie się na cmentarzu raz do roku, i ubieranie się jak na pokaz mody-, bo w końcu tyle ludzi patrzy. A najbardziej żałosne są te cholerne baloniki sprzedawane pod cmentarzem. Co to dzień dziecka? Moi rodzice nigdy nie kupowali mi baloników w kształcie różowego słonika w święto zmarłych, to było nie na miejscu.  Załamują mnie także młode dziewczyny ubrane tak jak doda na swoich koncertach. Aż człowiek ma ochotę zrobić ogólnopolską zrzutkę pieniędzy na to by zakupić im lustra, by mogły przejrzeć się przed wyjściem z domu i nie robić z siebie publicznego pośmiewiska.

Przez to wszystko wolę odwiedzać groby w zwykłe dni, gdy nie ma tych wszystkich wyżej wymienionych zjawisk. Bo czy zmarłym robi różnicę, w jakie dni ich odwiedzamy? Chyba bardziej szczerym okazywaniem pamięci są regularne spontaniczne wizyty, kiedy można spokojnie przystanąć i pomyśleć niż odwiedziny raz do roku robione na pokaz.
Wiem, że istnieją osoby, które przeżywają ten dzień tak jak powinno się go przeżywać, lecz tych jest coraz mniej z każdym następnym pokoleniem.

PS
Nie żebym marudziła, ale mimo wszystko wolę święto zmarłych od halloween
Po prostu nie widzę nic fajnego w przebieraniu się za kościotrupy, upijaniu się na dyskotekach, dyniowych twarzach i wymuszaniu cukierków przez małoletnich zamaskowanych przestępców.

<i><b>Cyniczna Pani</b></i>]]></description><pubDate>Sat, 01 Nov 2008 21:12:04 +0100</pubDate><guid>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/wszystkich-swietych,1677805,link.html</guid></item><item><title>Owczy pęd</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/owczy-ped,1676247,link.html</link><description><![CDATA[Obserwuje ostatnio dziwne zjawisko. Występuje ono dosłownie wszędzie i z niewiadomych przyczyn ma coś wspólnego z owcami. Jedyne słuszne źródło wiedzy w postaci Wikipedii podaje, że &#8222;owczy pęd&#8221;  to zjawisko występujące gdy ludzie kupują dobra materialne nawet po wyższych cenach tylko dlatego, że inni coś takiego mają. Nie będę się bardziej zagłębiać w kwestie kupowania i sprzedawania, gdyż na ekonomii się nie znam, a to, co miałam do sprzedania (czyt. duszę) sprzedałam już dawno za bezcen.

Zjawisko to zainteresowało mnie, dlatego, że coraz częściej można je zobaczyć w codziennym zachowaniu ludzi. Dzień w dzień widzimy stada ludzi robiących coś, nie, dlatego, że owa czynność im odpowiada albo czyją taką potrzebę ale tylko, dlatego, że inni też tak robią. 

Dobrym przykładam może być moja klasa na lekcji historii. Tuż przed dzwonkiem na lekcje każdy twierdzi, że nieprzygotowania nie zgłasza, że kartkówki nie będzie, że wszystko było łatwe. Zaczyna się lekcja. Nauczyciel ze swoim uśmiechem, który wszyscy dobrze znamy zadaje pytanie stare jak świat, &#8222;kto chce zgłosić nieprzygotowanie?&#8221;. Przez jedną krótką chwilę w klasie panuje absolutna cisza. Psor zdziwiony, to byłby pierwszy przypadek w jego karierze, że nikt nie chce nieprzygotowania zgłosić. I nagle pierwsza osoba się odzywa &#8222;ja chcę&#8221;. Potem zgłasza się sąsiad z ławki i już zaczyna się lawina. W ciągu pięciu minut dwadzieścia z dwudziestu czterech osób w klasie zgłosiło nieprzygotowanie, mimo, że była to trzecia lekcja w roku szkolnym i mieliśmy przerobiony jeden temat. Teraz biedne naiwne owieczki muszą się uczyć do końca semestru, bo dały się podpuścić.

Mniej przyjemnym przykład jest klasa znęcająca się psychicznie nad jedną osobą z tego ugrupowania. Nikt się za biedakiem nie wstawi, wręcz przeciwnie. Każdy będzie go gnoił, że aż miło, bo inni też tak robią. Bo nie można odstawać od reszty.

Ostatnim przykładem (będą tylko trzy, bo nie mam cierpliwości by się rozpisywać po raz kolejny) są osoby chodzące po blogach i piszące komentarze. Większość komentatorów i przypadkowych gapiów po przeczytaniu notki zacznie klaskać autorowi, nawet, jeśli wypisze on stek bzdur. Każdy kolejny komentator będzie klaskał widząc, że wszyscy wcześniejsi też klaskali, aż do momentu gdy znajdzie się jednostka (tych jest niestety mało) która ma swoje zdanie i klaskać nie zamierza. Dopiero wtedy reszta nabierze odwagi i być może się wypowie.

Podsumowując &#8211; Wnioskuje, by określenie &#8222;owczy pęd&#8221; zmienić na &#8222;barani pęd&#8221;. Gdyż tylko stado baranów może brać w czymś takim udział.

<i><b>Cyniczna Pani</i></b>
]]></description><pubDate>Thu, 30 Oct 2008 21:18:32 +0100</pubDate><guid>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/owczy-ped,1676247,link.html</guid></item><item><title>Nasi eks</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/nasi-eks,1673721,link.html</link><description><![CDATA[Po długich przemyśleniach (około dziesięciominutowych) doszłam do wniosku, że naszych byłych partnerów powinno się dzielić tylko i wyłącznie na dwie kategorie:
Tych, co chcą wrócić i tych co nie chcą.

Ci, co chcą wrócić zwykle odkrywają, że byliście miłością ich życia, gdy jesteście już w związku z inną osobą. Lub, gdy osoba, dla której was rzucili stwierdzi, że są do niczego i ich spławi. 
Domagają się kolejnej szansy, mimo, że dostali już ich tysiące i wszystkie spieprzyli. Uważają nawet, że waszym obowiązkiem jest danie im szansy raz jeszcze. Myślą, że rzucicie wszystko i wszystkich, by następnie rzucić się w ich objęcia.
Z takim nie można się zaprzyjaźnić, bo nie da się z nim przeprowadzić rozmowy, w której nie nawiązywałby do tematu &#8222;jak to wam kiedyś fajnie było ze sobą&#8221;, nawet, jeśli w rzeczywistości wcale nie było fajnie, ba wręcz przeciwnie- było do dupy.
Na seks bez zobowiązań też z takim liczyć nie można, bo następnego dnia usłyszcie od kogoś ze wspólnych znajomych, że podobno znowu jesteście z Rudolfem/ Zenonem/ Wackiem. I co gorsze będziecie ostatnią sobą, do której owa wieść dotrze.
Charakteryzują się przede wszystkim upierdliwością. Są jak wrzód na dupie. Wysyłają maile, dzwonią w środku nocy, piszą wiersze, nagrywają ballady na waszą cześć &#8211; wszystko po to by wyżebrać jedno spotkanie, w trakcie, którego będą usiłowali was w sobie ponownie rozkochać opowiadając o starych czasach. A jeśli im się to nie uda to będą usiłowali wybłagać drugie spotkanie. Najlepiej wcale się z nimi nie spotykać, bo potem już będą wyjątkowo upierdliwi i odstraszyć ich będzie można jedynie grożąc im imadłem i wściekłą surykatką.

Na szczęście są jeszcze ci, którzy byli z nami, ale wracać nie chcą i za żadne skarby świata wracać nie zechcą. Nawet jak rzuci ich pięćdziesiąta piąta kobieta.
Z nimi spokojnie można się przyjaźnić, będziecie mogli opowiadać im o innych swoich byłych i obecnych, obecnych oni nie będą rzucali w nikogo talerzami z zazdrości. W niektórych przypadkach. Gdy zajdzie taka potrzeba zawsze będziecie mogli liczyć na przyjacielski seks bez zobowiązań. I nie będziecie musieli się obawiać, że następnego ranka pół miasta będzie o tym wiedzieć, bo on też będzie wolał by jego obecny partner się o tym nie dowiedział.
Szanują siebie i was na tyle, by nie zawracać wam głowy bezsensownymi telefonami i opowiadać o przeszłości, która nie ma już żadnego znaczenia. Nie wydzwaniają w środku nocy, rozumiejąc, że też jesteście ludźmi i musicie czasem sypiać. 
Oczywiście są jeszcze tacy którzy nie chcą wracać bo zerwaliście rozpętując przy tym gigantyczną burzę. Podeptaliście ich ego itp. Wtedy nie chcą wracać bo mają uraz, nie mogą na was patrzeć, albo myślą jako o najgorszym co ich w życiu spotkało. Ale i tak należy ich cenić za to, że nie wracają.

Z powyższych dwóch grup, tylko jedna jest faktycznie czegoś warta. Tylko jeden z dwóch wyżej wymienionych typów mężczyzn zasługuje na szacunek i zasługiwał na miłość kiedy jeszcze z nimi byliście. Mówię tu o tych co nie chcą wracać. Czemu są lepsi? Bo mają wystarczająco dużo dumy i szacunku do samych siebie by nie zadręczać was prośbami o kolejną szansę. Nie usiłują was emocjonalnie szantażować i nie nękają w nieskończoność. Zachowują się jak dorośli a nie jak rozwydrzone dzieci, które chcą odzyskać swoją starą zabawkę. Dlatego oni są coś warci. A poza tym szanujemy ludzi, którzy szanują siebie, nas, swój i nasz czas.

<i><b>Cyniczna Pani </b></i>
]]></description><pubDate>Mon, 27 Oct 2008 19:56:33 +0100</pubDate><guid>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/nasi-eks,1673721,link.html</guid></item><item><title>Dyskoteki</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/dyskoteki,1671627,link.html</link><description><![CDATA[<i> <b> Uwaga </b> </i> Autorka tworząc tą notkę była w stanie nietrzeźwości.  Jeżeli nic nie rozumiesz to się nie przejmuj, ja prawdopodobnie też jej nie zrozumiem 

Dyskoteka- miejsce gdzie przychodzą różni ludzie z różnych powodów. Niektórzy cały wieczór spędzają przy barze, inni maltretują DJ-a, jeszcze inni szaleją na parkiecie, ogólnie to udało mi się dziś zaobserwować kilka grup.

<b> Grupa pierwsza </B> Większość czasu spędzająca na parkiecie. Pot się po nich leje, smród dookoła się unosi a ci tańczą i tańczą nie robiąc sobie nawet chwili przerwy na piwo. Zwykle są to osoby, które wpadają do dyskoteki raz na ruski czas by się wyszaleć lub liczą na to, że swoim tańcem zwabią miłość swego życia.

<b>Gruba druga</b> Zdecydowaną większość czasu spędza przy barze, licząc na to, że barman w końcu się zlituje i nie każe płacić im za piwo. Lub licząc na łatwy podryw w stylu " hej maleńka postawić ci drinka? Rudolf jestem " Zwykle stawiają tego podrywczego drinka i zostają z niczym bo ich niedoszła zdobycz ulatnia się z prędkością światła.

<b>Grupa trzecia</B> Okupuje wejście do sali gdzie wszyscy tańczą. Dość sprytnie, bo zajęcie tej pozycji pozwala na obserwowanie, kto wchodzi a kto wychodzi, dzięki czemu są najlepiej rozeznani w sytuacji. To oni najlepiej wiedzą kogo opłaca się podrywać a kogo nie. Niestety faktem jest też , że oni niezbyt nadają się do podrywania.

<b>Grupa piąta</b> Małolaty. Takie znajdą się wszędzie, usiłują dostać się do wnętrza dyskoteki na siłę za okazaniem lipnej legitymacji. Gdy ktoś ich nie chce wpuścić robią strasznie dużo hałasu, niestety zwykle udaje im się wejść. Upijają się jednym piwem i udają święte krowy, do czasu, aż ktoś się wreszcie wkurzy i ich szurnie. 

<b> Grupa szósta </B> To osoby, które składają się z moich potencjalnych babć i dziadków, piją piwo jak młodzież, tańczą tak, że owa wspaniała gibka młodzież zaczyna im zazdrościć.Starzy ciałem, młodzi duchem.

<b> Grupa siódma </b> Przypadkowi przechodnie. Szli do innej dyskoteki, lub właśnie z niej wracali, bo nie chcieli ich wpuścić, usłyszeli fajną muzykę i zdecydowali się wejść. Charakteryzuje ich zwykle początkowa nieśmiałość, która znika zaraz po pierwszym piwie. 

<b>Grupa ósma </b> Czyli osoby, które przyszły tylko i wyłącznie po to by potańczyć. Nikogo nie chcą podrywać, niczego nie szukają, wpadły się wyszaleć, potańczyć u boku koleżanki i nic więcej od nocy nie chcą. Te właśnie osoby mają największe wzięcie. Osoby płci przeciwnej chcą im stawiać piwo, proszą o numer, krótko mówiąc są upierdliwe i dopiero magiczne słowo na S, skutecznie je odstrasza.

<b> Grupa dziewiąta </b> To Ci którzy przyszli coś uczcić, ewentualnie utopić smutki patrząc jak inny machają tyłkami na parkiecie. Piją, piją i jeszcze raz piją a później nie są w stanie podnieść się z miejsca.

<b> Grupa dziesiąta</B> To zaciągnięci siłą. Głównie panowie siłą przywleczeni przez kobiety w miejsce rozpusty jakim jest dyskoteka. Dzielnie tańczą cały czas z kobietami swojego życia, starając się nie patrzeć na inne niewiasty, jednak mimo szerokiego uśmiechu na twarzy, od razu widać, że wcale nie chcą przebywać na dyskotece. Im należy się cześć i chwała za wytrzymałość.

A czy wam udało się zaobserwować jeszcze jakieś charakterystyczne grupy?

<i><b> Cyniczna Pani </b></i>]]></description><pubDate>Sat, 25 Oct 2008 02:46:36 +0200</pubDate><guid>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/dyskoteki,1671627,link.html</guid></item><item><title>Chudnijmy razem!</title><link>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/chudnijmy-razem,1667668,link.html</link><description><![CDATA[Są takie osoby&#8230; Szczęśliwcy o cholernie szybkiej przemianie materii, którzy mogą jeść, jeść i jeść a mimo to nie tyją, są chudzi. Budząc nienaganną figurą zawiść reszty społeczeństwa. I ja znam takie osoby. Uściślając są to trzy jednostki, na które od poniedziałku do piątku patrzę z zazdrością jak pożerają piątego tego dnia hamburgera ze świadomością, że nie urośnie im od tego sadełko. Gdybym ja pochłaniała takie ilości jedzenia w najlepszym wypadku wyglądałabym jak hipopotam, o najgorszym wole nawet nie myśleć.
Ponieważ media lansują chudość chcemy być równie szczupli jak te chude, dzięki dobrej kombinacji genów, osoby.Jednak odchudzanie się to nie taka prosta sprawa, gdyż poprawa sylwetki i zmniejszenie ilości fałdek zależą od wielu czynników.

Po pierwsze dieta. Bez tego ani rusz. Oznacza to ni mniej ni więcej, że trzeba odstawić ukochane pączki, hamburgery, zapiekanki i czekoladki. Choć to ostatnie może niekoniecznie, gdyż słyszałam już o diecie czekoladowej&#8230;
W obecnych czasach ze znalezieniem diety nie powinno być zbyt dużo problemu. Wystarczy poszperać w internecie albo kupić w kiosku pierwszą lepszą gazetę dla kobiet, a już mamy opisane setki tysięcy cudownych diet, pozwalających stracić dziesięć kilogramów w jeden dzień. Są w śród nich między innymi diety dla poszczególnych grup krwi, dla poszczególnych znaków zodiaku i dobierane do kolorów oczu. Ciekawi mnie kiedy pojawi się podział typu &#8211; dieta dla posiadaczy psów i dieta dla posiadaczy kotów.
Osobiście polecam cudowną dietę NŻT &#8211; czyli NIE ŻRYJ TYLE. Polega na zamontowaniu kłódki na lodówce, zalepieniu ust i nie jedzeniu trzydziestu ośmiu posiłków dziennie, nawet jeśli są rozmiarów przeciętnego batonika.
Jeśli chodzi o diety, to zawsze można pójść do dietetyka. Jednak większość odchudzających się osób jest mądrzejsza od specjalistów i sami sobie wolą opracować idealną, zdrową dietę, która z pewnością im nie zaszkodzi.

Jednak dieta to nie wszystko. Jeśli naprawdę chcemy schudnąć i bosko wyglądać, to będą nam potrzebne&#8230;ćwiczenia, ruch i wysiłek. Pod tymi trzema strasznymi słowami kryje się nic innego, jak spalania nadmiaru nagromadzonego przez lata tłuszczu. Spalać go można na przeróżne sposoby.
Można wykupić karnet na siłownie- Specjalistyczny sprzęt, pomoc instruktora. Wszystko pięknie, gdyby nie fakt, że nie wszyscy mogą sobie na siłownie pozwolić, z racji braku funduszy, lub możliwości zdrowotnych, albo też nie chcą by stado napakowanych facetów patrzyło na nich z rozbawieniem i komentowało między sobą wysiłki nowicjusza.
Zawsze można pójść na basen- Nie obciąża zbytnio organizmu, więc nawet osoby z ograniczeniami zdrowotnymi i kontuzjami mogą sobie na niego pozwolić, nie jest zbyt drogi. Tylko jak tu się pokazać ludziom w kostiumie kąpielowym skoro wyglądamy jakbyśmy nałożyli na siebie pójść dziesięć kół kąpielowych? Wolelibyśmy pójść na pływanie jak będziemy już piękni, chudzi., a nie cali w fałdkach.
W takim razie może aerobik, albo taniec? &#8211; A no tak, zapomniałam, że część osób się na to nie odważy, bo trzeba się spocić w grupie i do tego wykonuje się takie dziwne ruchy, że aż się człowiek zaczyna głupio czuć. I cóż z tego, że się spala dużo kalorii.
Więc zostają ćwiczenia w domu. Nikt obcy nie będzie nas obserwował jak zgrzani machamy rękami i nogami, nikt nie będzie nas krytykował, ani krzywo się patrzył na podskakujące z każdym ruchem oponki. Zresztą jest wiele ćwiczeń, więc niekoniecznie wszystko musi nam zaraz podskakiwać, a my nie musimy od razu się za bardzo męczyć. Połowa osób jako ćwiczenia w domu potraktuje zmywanie, odkurzanie i przełączanie kanałów telewizyjnych. W sumie to też jakiś ruch, ale obawiam się, że za słaby.
Jaka więc z aktywności domowych pozwoli nam spalić naprawdę dużo kalorii?
Podobno seks sprawdza się pod tym względem całkiem nieźle i z pewnością jest przyjemniejszy niż robienie setek przysiadów i pompek. Jednak nie wszystkim taka aktywność fizyczna może odpowiadać (niektórzy brzydzą się seksem, inni nie chcą, jeszcze inni chcą ale nie mają z kim). Te osoby mogą zastąpić stosunek wchodzeniem po schodach przez trzy godziny, też skuteczny sposób spalania tkanki tłuszczowej, ale zdecydowanie mniej przyjemny.

Jest jeszcze jeden sposób na piękną sylwetkę, pozwalający na nie katowanie się dietami i olanie ćwiczeń. Sposób ten nazywany jest zabiegiem odsysania tłuszczu, ponoć dość skuteczny, jego największym minusem jest to, że potem człowiek chodzi obolały. Jednak jak ktoś ma niepotrzebne kilka tysięcy to może sobie taką przyjemność zafundować. Choć zdecydowanie rozsądniej by postąpił dając mi te pieniądze, zamiast wyrzucać w tłuszcz, który pewnie i tak wróci, bo sporo osób, które w ten sposób łatwo chudną, później łatwo tyją, bo od razu wracają do starych nawyków żywieniowych.

Jak widać sposobów na schudnięcie jest od cholery, do żadnego nie nakłaniam, każdy może sam sobie wybrać jaki mu się podoba najbardziej.  Można także pozostać grubym, najedzonym i szczęśliwym.

<i><b>Cyniczna Pani </b></i>

]]></description><pubDate>Sun, 19 Oct 2008 22:35:57 +0200</pubDate><guid>http://mademoiselle-butterfly.ownlog.com/chudnijmy-razem,1667668,link.html</guid></item></channel></rss>
